29.9.09

Anioł od mufinek

W kuchni mojej przyjaciółki zamieszkał anioł.

Na swoją sukienkę założył kuchenny fartuszek i pomaga przy pieczeniu. Ponieważ uwielbia mufinki pilnuje, żeby wszystkie pięknie rosły . I żeby były pulchne i pachnące.
Zwłaszcza te czekoladowe :)



Udanych wypieków!

23.9.09

Jesień w doliny zeszła dziś nad ranem

I znowu zaczęła się jesień..... W kieszeni kurtki noszę kasztany i gładząc ich brązową skórkę wypatruję pierwszych kolorowych liści.....

Odprowadzam wzrokiem odlatujące ptaki i wciągając rześkie, poranne powietrze uświadamiam sobie, że się uśmiecham.....

21.9.09

Weekendowa Piekarnia - z lekkim poślizgiem:)

Postanowiłam spróbować swoich sił w Weekendowej Piekarni, tym bardziej,że gospodynią była Bea  z mojego ulubionego kulinarnego blogu Bea w kuchni:) Niestety nie udało mi się tak do końca, bo weekend okazał się znowu pełen zajęć, ale w niedzielę wieczorem jednak zabrałam się za pieczenie. Z propozycji Bei wybrałam brioszkę z Neuchâtel,  ponieważ właściwie wszystkie składniki miałam w domu i wydała mi się najłatwiejsza. Zabrakło tylko cytryny, więc upiekłam tę brioszkę bez dodatku skórki.

Wyszło nadspodziewanie dobrze! Jest cudownie maślana i pachnąca, lekko wilgotna. Najlepsza z samym masłem. Dziś rano wszyscy byli zachwyceni, że trafiła się na śniadanie, chociaż miała być do niedzielnej popołudniowej herbaty :D

przepis podaję za Beą:

La Taillaule, brioszka z Neuchâtel


500 g mąki T45 (tortowej)
2,5 łyżeczki drożdży w proszku (lub 20 g świeżych)
1,5 łyżeczki soli
200-250 ml letniego mleka 
2 jajka
60 g cukru
10 g miodu
75 g miękkiego masła
100-125 g rodzynek
otarta skórka z 1/2 cytryny
+ jajko do posmarowania


Mąkę wymieszać z solą i drożdżami. Zrobić wgłębienie i umieścić w nim jajka, cukier, miód i mleko. Powoli wymieszać składniki, wyrobić gładkie ciasto (ok. 10 minut); możemy ewentualnie dodać odrobinę mąki, jeśli ciasto jest zbyt klejące, jednak nie więcej niż łyżkę za każdym razem. Następnie partiami dodawać masło i skórkę cytrynową i dalej wyrabiać. Na koniec dodać rodzynki i raz jeszcze wyrobić ciasto (ma być dosyć ‘miękkie’ i elastyczne).

Przełożyć je do miski, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na ok. godzinę.

Następnie złożyć ciasto kilka razy (można podzielić je na dwie mniejsze części) i spłaszczyć, formując mniej więcej kwadrat. Boki kwadratu złożyć do środka tak, by się stykały, a następnie zrolować ciasto. Umieścić je w natłuszczonej keksówce lub foremce chlebowej, przykryć i zostawić do wyrośnięcia na ok. 45 minut (do 3/4 wysokości formy). Po wyrośnięciu posmarować wierzch ciasta rozkłóconym jajkiem, a następnie ponacinać (dosyć głęboko) ostrymi nożyczkami naprzemiennie – raz z lewej, raz z prawej strony.

Mniejsze brioszki pieczemy ok. 20-25 min w 200°C (jedną większą pieczemy ok. 45-55 minut); w połowie pieczenia możemy nieco obniżyć temperaturę, a jeśli brioszka zbyt szybko brązowieje – nakryć ją folią aluminiową.

Tradycyjnie, po wyjęciu z piekarnika, smaruje się brioszkę gładką konfiturą morelową i wodą; można też posypać ją zrumienionymi płatkami migdałowymi.

Na pewno upiekę ją znowu i postaram się zawczasu zaopatrzyć w cytryny!

20.9.09

Ale fajnie się kręci!!!

I znowu powspominam wakacyjne szycie....

Dla uroczych córeczek moich przyjaciółek uszyłam wakacyjne spódniczki. Długie, szerokie i 'kręcące' - czyli prawdziwie księżniczkowo - dziewczynkowe. Takie właśnie lubiłam najbardziej, gdy sama byłam małą dziewczynką :D

Spódniczki różniły się tylko wzorem koroneczki doszytej na dole. Jakoś nie zrobiłam zdjęcia koroneczkom. Górny brzeg, w który wciągnęłam dwie gumki, uszyłam z innego materiału:

Dziewczynki stwierdziły, że teraz są jak bliźniaczki!

15.9.09

Jadą jadą misie....

Jadą i jakoś nie mogą dojechać.... W drogę ruszyły około rok temu! Już im tak niewiele zostało, więc może jak popatrzę tak tu na nie to się wreszcie zmobilizuję?

Misie powstawały techniką szycia na papierze, zwaną PP. Tutaj jeszcze takie papierowe:

Papierki wydarte, całość skanapkowana ( czyli wierzch, pianka i spód złożone razem) i zaagrafkowana:

Doszłam do etapu pikowania dzięki wsparciu nieocenionej MKatarynki. Tylko mnie wrzesień jakoś tak wessał.....

Tak to ma mniej więcej wyglądać :

Na razie misie ciągle w drodze.

9.9.09

Miasteczko Twin Peaks - sezon pierwszy

Mój starszy syn przyniósł ostatnio od kolegi, zaciekawiony opowieściami i hasłem "kultowy". A ja prawie w ten sam dzień trafiłam u Komarki na  "Placek wiśniowy z Twin Peaks". Postanowiłam więc zmierzyć się ze wspomnieniami oraz dzielnie wytrwać do końca serialu. I dowiedzieć się wreszcie, kto zabił Laurę Palmer.


Upiekłam ciasto i zasiedliśmy do oglądania odcinka pilotowego. Cóż, nie był to najlepszy pomysł, z tym ciastem.... Następnego dnia smakowało znacznie lepiej!

Ale serial jest wciągający więc będę oglądać dalej. W końcu jestem już dorosła. A mąż i syn będą siedzieć obok :)))

7.9.09

Jedna łyżeczka za mamusię....i jeszcze jedna za tatusia....

Na prośbę koleżanki uszyłam dwa śliniaczki. Z miękkiej, miłej frotki i wesołych kolorowych tkanin.

Dla małej panienki w kropeczki i wisienki:

Natomiast małemu chłopczykowi przy kaszce będzie towarzyszył żaglowiec na pełnym morzu:

Mam nadzieję, że obejdzie się bez grymaszenia :)

3.9.09

Igielniki

Koniec wakacji to taki czas dla mnie niełatwy emocjonalnie. No bo z jednej strony lato się kończy, obowiązków więcej no i zimno będzie... Ale za to zaczną się przebarwiać liście, zaczęła się cudowna obfitość warzyw i owoców no i jesień to bezapelacyjnie moja ukochana pora roku! Z uśmiechem więc wciągam poranne, chłodne już mocno powietrze i czekam na zapach więdnących liści. I obiecuję sobie spokojne wieczory przy maszynie do szycia :)

A na razie ciesząc się jeszcze ciepłem babiego lata kończę powoli porozpoczynane w wakacje projekty. Dziś pokażę moje tildowe (a jakże!) objawienie, a mianowicie igielniki. Prościutkie do uszycia, świetne na prezent - no i jakie praktyczne!

Moja wersja różni się nieco od oryginału. Mianowicie jedną z 'karteczek' na igiełki uszyłam z bardzo luźno tkanego lnu, żeby można było z łatwością wkłuwać tępo zakończone igły do haftu krzyżykowego.

Igielnik w guziczki uszyłam dla siebie. Wreszcie będę miała pod ręką moje ulubione igiełki! No i nie trzeba będzie szukać tych do xxx, bo zawsze zostawiałam je wpięte w jakąś robótkę i zanim znalazłam...

Miałam problem z zapięciem, ponieważ nie znalazłam na razie punktu, gdzie nabijaliby napy i byłyby one małe i ładne. Więc w swoim igielniku zrobiłam po prostu zapinanie na zwykły guzik. Podpatrzyłam też w japońskich gazetkach robótkowych zapinanie na guzik, który owija się sznureczkiem lub tasiemką. Ja zrobiłam z rzemyczkiem, bo pasowało do skórzanych guzików, które znalazłam w moich zbiorach.

Fajnie wygląda i bardzo dobrze się trzyma. Eksperymentowałam też z zatrzaskami zamaskowanymi guzikiem - też bardzo ciekawie wygląda. Ale z napami, tak jak w Tildzie, też mi się podoba, więc jeszcze poszukam :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...