Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sobie uszyłam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sobie uszyłam. Pokaż wszystkie posty

2.12.13

Adwentowy eko kalendarz i jeszcze jedna girlanda :)

Bardzo lubię kalendarze adwentowe i od kilku lat staram się samodzielnie przygotować coś dla moich dzieci. W tym roku poszalałam i przygotowałam aż trzy! Dla synów osobno, bo studentowi poza domem też musi być miło spędzać ten czas oczekiwania na Boże Narodzenie. No i po raz pierwszy dla męża :D

Młodzieży dostała się wersja eko. Wykorzystałam papier pakowy z recyclingu i lniany sznurek. Sam pomysł zainspirowany tym postem.





W środku zaszyte są przeróżne, niespodziankowe słodkości. Ich wielkość wymusiła różne kształty i wielkości opakowań, dzięki temu kalendarz zyskał na formie ;)


Kalendarz dla mojego męża jest zupełnie inny. To kolejna girlanda, uszyta ze srebrzystej satyny, tylko każna chorągiewka dostała kieszonkę, opatrzoną numerkiem:


Kieszonki na razie są nieco wypchane, ale opustoszeją szybko, a potem girlandę odwrócę i będzie po prostu świąteczną dekoracją.


Przy okazji muszę się pochwalić, że było to pierwsze moje użycie farbek do tkanin. Stemplowanie okazało się dość proste i zachęca mnie do dalszych eksperymentów :)

Trochę po czasie pokazuję, ale uszyłam jeszcze w czasie trwania akcji, wiec tę girlandę też podpinam pod zabawę na blogu Szczecin Szyje


11.11.13

Patriotycznie i trochę śwatecznie :)

Kiedy kilka dni temu natknęłam się na tę gwiazdkę zachwyciłam się tak, że nie dawała mi zupełnie spokoju! Tym bardziej, że był do niej wspaniały tutorial :)
Wczoraj wieczorem przygotowałam wszystko a dziś od rana zszywałam te białe i czerwone fragmenciki...


Cała gwiazda ma 10cm średnicy i jest w całości wykonana ręcznie.


Pierwszy raz całkowicie ręcznie przyszywałam lamówkę, w dodatku na tak małym kółku. Jest więc trochę krzywo ;) Ale i tak jestem bardzo zadowolona :D
Czy jak patrzycie na nią też czujecie zapach zbliżających się świąt? Bo ja bardzo :)

Chciałam jeszcze podzielić się z Wami kilkoma impresjami z wczorajszej wycieczki w Beskid Mały:

  



Było cudownie jesiennie!


10.7.13

Czarna spódniczka w białe grochy i moje próby bycia trendy :)

Druga połowa czerwca minęła mi tak niesamowicie szybko! Końcówka roku szkolnego (uff, cieszę się, że już wakacje, czuję że zasłużyłam na nie tak samo, jak mój syn, już szóstoklasista :D), urodziny mojej pierwszej bratanicy, chrzciny drugiej...ojej, szaleństwo. A potem nieplanowany wcześniej, tygodniowy wyjazd - no i już mamy 9 lipca! A byłam taka pewna, że spokojnie uszyję torbę z czerwcowego Sew Along. Niestety, torba leży nadal w kawałkach i będzie musiała jeszcze poczekać, taki to wakacyjny, wyjazdowy czas.

W międzyczasie powstawały różne rzeczy pod moją maszyną. Obiecałam sobie, że zanim wyjadę zmobilizuję się, powybieram zdjęcia i pokażę Wam ile zdążę.

Dziś będzie to spódniczka w grochy. Powstała specjalnie na akcję 'Uszyj jasia' w katowickim sklepie IKEA, jako komplet do TEJ bluzeczki. Jeśli jesteście fanami IKEA na pewno już wiecie, że uszyłam ją z zakupionej tam tkaniny HILDIS.
Wydało mi się bardzo zabawne szyć w IKEA w spódniczce z tkaniny z IKEA :DDD


Spódniczka uszyta jest na podstawie wykroju z Burdy nr 4/2013 model122. Tak właściwie to jest to po prostu ćwiartka koła, z lekką modyfikacją. Czyli dół kloszowy :)


Nie obyło się bez przygód, a jakże. Tkanina bawełniana, więc po zdekatyzowaniu skurczyła się te swoje 4%. I grochy z kółek zrobiły się lekko jajowate. Prawie nie byłoby tego widać, gdyby nie to, że była krojona tak, że jeden brzeg idzie po wątku a drugi po osnowie. No i na jedynym, tylnym szwie te jajowate kółka się spotkały, a potem rozjechały :)


Tkanina jest miękka, ale dość gruba i nie za bardzo się mogłam zdecydować, jak ten kloszowy dół podwinąć. Chciałam kupić taką tasiemkę tkaną ze skosu, ale nigdzie nie dostałam ani czarnej ani białej. W końcu skroiłam sobie taką z cieniutkiego, białego batystu, przyszyłam jak lamówkę na maszynie do obrębu a potem podszyłam go ręcznie. Wygląda nieźle, nie jest grubo i dół układa się bardzo dobrze.
Tak to wygląda po lewej stronie:


I z bliska:



Spódniczka ta stała się moją ulubioną na ten sezon! A że lubię czarne z białym połączenie jej z bluzeczką w czarne róże było oczywiste. No i jakie na czasie :)))


A nie jest to jedyny akcent nawiązujący do najnowszych trendów! Przeczytałam bowiem w internecie, że kreatorzy zachęcają nas w tym sezonie do torebek - kameleonów. Takich, co to ich na kreacji prawie nie widać. No i wyciągnęłam moją zeszłoroczną, wiosenną torebkę, uszytą z tkaniny ceratowej z...IKEA

I voila!


I proszę, jaka teraz  jestem modna, hoho :)


Aż odlatuję z radości po prostu!


...........................................................................................................

spódnica - uszyłam z tkaniny z IKEA na podstawie wykroju z Burdy  4/2013 model 122
bluzeczka z aplikacjami - uszyłam na podstawie wykroju z Burdy 12/2012 model 118
torebka - uszyłam z ceraty z IKEA na podstawie wykroju z gazetki 'Burda. Moda dla dzieci 1/2011' model 635
sandałki plecione z białych gumek - Rock Spring

Post nie jest sponsorowany przez sklep IKEA :D

25.5.13

Biała bluzeczka w czarne róże

Jak na razie mam nieprzemijającą miłość do bieli i czerni. Ta bluzeczka jest tego wyraźnym dowodem :)



Powstała trochę przez przypadek. Miałam kawałek kremowego jedwabiu, który moja mama kupiła jeszcze w latach 80tych zeszłego wieku (jejku, ale to brzmi przedpotopowo!) w firmowym sklepie Milanówka. Kawałek był mały i leżał sobie spokojnie, aż spodobał mi się dość prosty do uszycia, lekko pasowany top z Burdy nr12/2012, model 118. Ale miałam wątpliwości, czy wykrój ok i jak będzie leżał, poza tym bardzo szkoda byłoby zepsuć ten zabytkowy kawałek. Postanowiłam więc uszyć próbkę z 'bądź czego'. Wybór padł na kawałek bawełnianej popeliny, który mam nie wiem skąd, dość sztywny, więc łatwy do szycia. Próbka powstała, a potem powstała też bluzeczka z jedwabiu, która wyszła fajnie ale na razie nie doczekała się zdjęć...
Zastanawiałam się co z tą próbką zrobić. Białych topów nigdy za wiele, ale jakoś takie mi się to wydało nijakie... I gdy szukałam jakiegoś pomysłu znalazłam inspirację w kwietniowej Burdzie:


Po głowie chodziły mi kwiaty, wyczytałam w sieci, że teraz jest trend na duże i wyraziste, w końcu wybrałam róże. Najprościej byłoby namalować, ale niestety takiego talentu nie posiadam, ech. Ale przecież aplikacje też są fajne!
Zrobiłam je klasycznie metodą maszynową, motyw wycięty z tkaniny z naprasowaną fizeliną do aplikacji, przyklejony i obszyty ściegiem satynowym.


Jedną różyczkę naszyłam tak z boku, żeby z tyłu też coś było widać :)

Dekolt może mi nie wyszedł idealnie, ale to próbka była, więc się nie roztkliwiałam nad nim, co tam!



Szukałam małego, czarnego guziczka w kształcie różyczki, ale niestety! Ale jak znajdę to wymienię, będzie zabawnie :)
Najtrudniej było zrobić zdjęcie samym różom, chyba tylko tutaj cokolwiek widać:


Ten czarny materiał nie jest jednolicie czarny, ma takie jakby punkty. To patchworkowa tkanina, dwa razy prałam i sprawdzałam, czy nie zafarbuje bluzki. Ale gotowej jeszcze nie prałam, więc lekkiego stracha mam.

25.4.13

Bluzka z japońskiego wykroju - z przygodami

Znalazłam kiedyś w necie japońską książkę z wykrojami dla dziewczynek. Tych książek wyszło kilka i pewnie gdzieś tam już na nie trafiłyście. Mnie bardzo podoba się tego rodzaju estetyka, dość oszczędna, ale jednak bardzo dziewczęca :)


Tym razem miałam szczęście i do tej książki były też dodane zeskanowane arkusze wykrojów. Ha! Zapisałam i tak sobie to leżało. Aż kiedyś wypatrzyłam, że tam jeden z modeli, bardzo fajna bluzeczka z zakładkami na wstawce z przodu, jest też w rozmiarze dla większej dziewczynki :D



 No i tak zaczęła się moja przygoda z tą bluzeczką...

Wydrukowałam te wszystkie kartki. Odszukanie i ułożenie z nich jako tako 4 arkuszy z wykrojami oraz ich oznaczenie zajęło mi chyba ze dwie godziny. Potem odszukałam wykrój i rozmiar mnie interesujący, odrysowałam na papier, wycięłam, włożyłam do szuflady i tak sobie to leżało w oczekiwaniu na inspirującą tkaninę. Dodam, że oczywiście skany podzielone na kartki formatu A4 nie były idealne, trzeba było przebiegu pewnych fragmentów linii się domyślać. No ale jakoś przez to przebrnęłam. Byłam, jak widać, baaardzo zdeterminowana.

 Opis wykroju i spis potrzebnych materiałów :D


 O jak dobrze, że czasem jednak używają cyfr arabskich! Inaczej to chyba nie udało by mi się skorzystać. Ale uwielbiam ich rysunkowe instrukcje szycia!!!

Całkiem niedawno trafiłam w sklepie na śliczny materiał w groszki. W dodatku batyst z czystej bawełny! Trochę miałam wątpliwości co do tych kwiatów, ale szybko się do nich przekonałam. Idealna tkanina do japońskiego wykroju! Taka byłam niecierpliwa, że nie mogłam się doczekać, aż po praniu wyschnie i suszyłam żelazkiem, żeby już skroić. Skroiłam. Zaczął się przygód ciąg dalszy...
Zupełnie nie przyszło mi do głowy, żeby przed skrojeniem zmierzyć formę. Zakładałam, że skoro rozmiar L ma taki obwód w biuście jak trzeba, to wszystko będzie ok. Korekty na długość nie przewidywałam, bo przeciętne Japonki są niewysokie. Problem pierwszy to były zdecydowanie za wąskie rękawy. Zupełnie się tego nie spodziewałam, bo na zdjęciu modelu wydawały się bardzo szerokie, pewnie przez to marszczenie. Podkrój pach był za wysoko, czyli jednak jestem wyższa od przeciętnej Japonki ;) No i do kompletu nieszczęść plecy też okazały się za wąskie. A okazały się jak już uszyłam całe to skomplikowane z przodu z zakładkami i zszyłam i obrębiłam szwy ramion. Tu nastąpił moment krytyczny i wierzcie mi, że chcialam tym rzucić w kąt. Ale materiał za bardzo mi się podobał, więc po kilku dniach postanowiłam powalczyć.
Moje szczęście to było takie, że materiału było więcej, bo kupiłam całą resztkę w sklepie - prawie dwa i pół metra. Z myślą, że uszyję sobie jeszcze jakiś top z samych groszków... Skroiłam nowe rękawy, dopasowując je z używanego już wcześniej wykroju  Burdy. Poprawiłam podkroje pach. Nie było rady, trzeba było też zrobić coś z plecami. Jak mi się nie chciało pruć tych ramion! Więc wymyśliłam, że zrobię karczek. Odcięłam tylko plecy na odpowiedniej wysokości, skroiłam nowe, szersze i przymarszczyłam. Ufff, zaczynało to mieć ręce i nogi.
A ostatecznie wyszło tak:


I tył z karczkiem:


Z wykończenia jestem bardzo dumna! Na przekór wszystkiemu postanowiłam, że dam z siebie wszystko.
Karczek z zakładkami:


 Stójka i podkrój szyi wykończony wąziutką lamówką ze skosu:


Ładnie też wyszło z tyłu


Ponieważ cała bluzka wyszła za krótka, obręb dołu dosztukowałam. No i taka zabawa na koniec - podszyłam go ręcznie, trochę retro to wygląda, prawda?


W każdym razie bardziej mi się podoba niż szew maszynowy, bo każdy kolor nici byłby bardzo widoczny. Mankiety przy rękawach też podszyte ręcznie.
A! Przypomniało mi się jeszcze, że dziurki na guziki nierówno mi się zrobiły i dwa razy musiałam pruć :/

Nie wiem, czy to dlatego, że tyle sprawiła mi problemów, ale uwielbiam tę bluzkę!

22.11.12

Choineczki

Połowa listopada za nami i uświadomiłam sobie, że już nie czas na wpatrywanie się w zachmurzone niebo i wtapianie w poranne mgły.  Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami! Jak się zbiorę w sobie i zmobilizuję, to mam szansę przygotować jakieś ozdoby i zabrać się za prezenty wcześniej niż na ostatnią chwilę ... Zastanawiałam się, jakie sobie w tym roku sprawić ozdoby, ale zupełnie nie miałam pomysłu na nic. Aż zobaczyłam TE PRZEŚLICZNE CHOINECZKI! Proste, ale jakieś takie wdzięczne, w dodatku z niezwykle przejrzystym tutorialem i nawet wykrojem do pobrania :) A ja miałam akurat kawał grubego filcu, idealnego do tych choineczek.


 Zdecydowałam się jednak na bardziej tradycyjną kolorystykę, zielone są takie śliczne :) Ale chyba jeszcze uszyję czerwone, a co tam!


U mnie na razie wiszą w formie girlandy, ale będą też świetną przywieszką do prezentów, albo po prostu ozdobą choinkową.


Szyje się bardzo szybciutko, a jaki fajny sposób na wykorzystanie ulubionych,  ale już naprawdę malutkich skrawków! Polecam :)


24.5.12

Słodkie lata 50te

Majową 'Burdę' z zeszłego roku kupiłam dla kolekcji w stylu lat 50tych. Zwłaszcza urzekła mnie sukienka z zaokrąglonym kołnierzem i raglanowymi rękawkami, czyli model 128. Nie bez znaczenia był fakt, że model opracowano dla osób o moim wzroście :) Z góry zakładałam też, że dół sukienki będzie kloszowy, ponieważ proste, wąskie spódniczki - to nie dla mnie. Ostatecznie stanęło na połówce koła.

Gazetka troszkę się przeleżała, no ale znowu przyszedł maj i oto jest! A jaka tkanina? Oczywiście w groszki :)



Sukienka jest ciekawie rozwiązana z tyłu. Kroi się ją z naddatkiem, który powoduje, że wygląda, jakby do spódnicy była włożona szeroka bluzka. Okazało się to niezwykle wygodnym rozwiązaniem, bo przy pochylaniu nic nie ciągnie. Generalnie góra jest dość luźna.



Starałam się dopasować do niej detale mieszczące się jako tako w stylistyce tamtych lat.

Apaszkę:


Fryzurę ( którą zrobiłam używając takiej śmiesznej wkładki - bardzo trudno jest zrobić to samemu, ale będę ćwiczyć!)


I uroczy paseczek z kokardką:


Sukienka jest cudowna! Moim zdaniem nadaje się do wszystkiego - na co dzień i na większe okazje. Wszystko zależy od dodatków. A najfajniej to by się w niej tańczyło.....




...............................................................................
sukienka w groszki - uszyłam na podstawie wykroju z Burdy 5.2011 model 128
różowa apaszka - kupiona w sklepie z używaną odzieżą 8zł/kg
paseczek z kokardką - Ravel (ale nie jestem pewna)
balerinki - Blink


16.4.12

Znowu pada? Nie szkodzi!

Nie szkodzi, bo mam nową torebkę - przeciwdeszczową :)


Uszyłam ją z ceratowej , powlekanej tkaniny z IKEA. Kupiłam spory kawałek, żeby przykryć stół w kuchni, ale po przycięciu na właściwy rozmiar została resztka. Zastanawiam się, do czego by ją można wykorzystać i w ręce wpadła mi dziecięca Burda z zeszłego roku a w niej urocza torba/torebka na pasku.
Pierwszy raz szyłam coś z powlekanej tkaniny. Muszę przyznać, że było to wyzwanie. Zwłaszcza, że nie mogłam sobie pozwolić na prucie - każde wkłucie igły zostaje na zawsze! Z tego też powodu zamiast szpilek musiałam użyć spinaczy biurowych. O wdaniu to można zapomnieć - a przecież szyłam po łukach.... no ale jakoś się udało :)



Zapięcie zmieniłam na plastikowy zatrzask a na pasek wykorzystałam gotową taśmę, żeby torebce nadać takiego bardziej sportowego charakteru.
Ale największą radość sprawia mi każde otwarcie! Czemu? Bo w środku, niezależnie od pogody, zawsze uśmiecha się do mnie słoneczko i migają wielobarwne tęcze!!!


Torebeczka przy tych ostatnich deszczach jest wprost nieoceniona!
A przy okazji chciałam się pochwalić - czerwonej sukienki jeszcze sobie nie sprawiłam, ale znalazłam i zakupiłam uroczy czerwony płaszczyk retro:


A spod płaszczyka wystaje sztruksowa spódniczka, którą uszyłam sobie jeszcze zimą. Cztery kliny i falbanka - prosta i pasuje do wszystkiego :)

Teraz mogę w pełni cieszyć się wiosną - nie straszne mi wiosenne deszcze!


........................................................................................
torebka - uszyłam z ceraty z IKEA na podstawie wykroju z gazetki 'Burda. Moda dla dzieci 1/2011' model 635
płaszczyk bardzo czerwony - House
parasol w grochy- IKEA
spódniczka z falbanką- uszyłam na podstawie wykroju z Burdy 8/95 model 112
czerwone buty na koturnie - Fly London ( bo Marchewkowa mnie zaraziła i jestem bardzo wdzięczna w dodatku :))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...