2.12.13
Adwentowy eko kalendarz i jeszcze jedna girlanda :)
Młodzieży dostała się wersja eko. Wykorzystałam papier pakowy z recyclingu i lniany sznurek. Sam pomysł zainspirowany tym postem.
W środku zaszyte są przeróżne, niespodziankowe słodkości. Ich wielkość wymusiła różne kształty i wielkości opakowań, dzięki temu kalendarz zyskał na formie ;)
Kalendarz dla mojego męża jest zupełnie inny. To kolejna girlanda, uszyta ze srebrzystej satyny, tylko każna chorągiewka dostała kieszonkę, opatrzoną numerkiem:
Kieszonki na razie są nieco wypchane, ale opustoszeją szybko, a potem girlandę odwrócę i będzie po prostu świąteczną dekoracją.
Przy okazji muszę się pochwalić, że było to pierwsze moje użycie farbek do tkanin. Stemplowanie okazało się dość proste i zachęca mnie do dalszych eksperymentów :)
Trochę po czasie pokazuję, ale uszyłam jeszcze w czasie trwania akcji, wiec tę girlandę też podpinam pod zabawę na blogu Szczecin Szyje
26.7.13
Coś pod rękę a raczej rączkę :)
Jest to chustecznik z kieszonką, a może kosmetyczka z kieszonką na chusteczki? W każdym razie drobiazg w sam raz do dziewczęcej torebki. Taki prezencik na 5 urodziny mojej bratanicy.
Teraz jedynym słusznym kolorem jest fiolet :D
Kieszonka na ochronną kredkę do ust i wiecznie gubiące się spinki i gumki.
Pomysł na literki zaczerpnęłam z francuskiej książki z wzorami haftów "Coeur" wyd. Marabout. Wyszyte są techniką redwork (czyli tzw. sznureczkiem)
Chusteczek mieści się zaledwie 5 -6, ale to przecież małej dziewczynce wystarczy.
Detal aplikacji:
Chciałam jeszcze dodać, że wszystkie tkaniny i zameczek, użyte w tym chusteczniku pochodzą z recyclingu. Z upolowanych na przestrzeni ostatnich lat w sh bawełnianych koszul i spodenek. I tak mi się teraz ładnie skomponowały :)
Pozdrawiam wakacyjnie!!!
7.6.13
Czerwcowe Sew Along czyli wspólne szycie torby
Tym bardziej, że szczęśliwie przeszłam przez dwa pierwsze etapy, a mianowicie:
-przygotowanie tkanin, dodatków, nici
-skrojenie
Na razie wszystko leży przygotowane, podklejone fizeliną. Usztywniłam też części podszewki, ponieważ tkanina, którą wybrałam, jest bardzo, bardzo cienka i delikatna.
Torba praktycznie w całości będzie recyclingowa. Tkanina wierzchnia to reszta z zasłonek z IKEA, które skracałam mamie, podszewka to rękawy koszuli z sh.
Zamierzam zrobić w tej torbie zapięcie na zamek - użyję zamka wyprutego kiedyś ze spódniczki z sh. Ponieważ nie starczyło mi resztek zasłonki na uchwyty, użyję paska odzyskanego ze starej torby na laptopa.
W torbie po prostu musi być karabińczyk na klucze (żeby ich nerwowo nie szukać na dnie), zamiast go kupować odcięłam z nieużywanej, reklamowej 'smyczy'. Sama jestem ciekawa, jak to razem będzie wyglądało...
Niestety na razie torba musi poczekać, bo kroiłam w trakcie szycia innych rzeczy, które mam nadzieję niebawem pokazać (poproszę o jakieś słońce do zdjęć!!!) i w dodatku pojawiło się nowe, pilne szycie. Ale do końca miesiąca powinnam zdążyć :)
A i chciałam Wam jeszcze pokazać przepiękne, wielkie i zdrowiutkie grzyby ( Ja się nie znam na grzybach, kolega mówił, że to koźlarz pomarańczowożółty, sprawdziłam w atlasie i tak właśnie jest, bo rosły sobie pod brzozami :)), które w ostatnią niedzielę znaleźliśmy na wycieczce w Beskidzie Małym:
Przez te deszcze, to się chyba grzybom pomyliła wiosna z jesienią :D
28.9.12
Jesienne inspiracje - Katwise Sweater Coat czyli bajecznie kolorowy płaszczyk z pociętych swetrów
Tęczowe:
Albo w kolorach jesieni:
Słodziak w kolorach ziemi:
A tu na różowo:
Ale że pierwotny projekt powstał dla kobiet, wybrałam jeszcze dwa płaszczyki w wersji dorosłej:
Sama nie wiem, który bardziej mi się podoba... Chyba jednak czarno - biały. Rewelacyjny zestaw z tymi butami!!!
Znalazłam też przezabawny FILMIK samej Katwise, w którym pokazuje, jak zrobić taki płaszczyk.
A wszystkie zdjęcia znalazłam TU.
Ach, otulić się takim cudem w zimny listopadowy wieczór! To by było coś!
26.6.11
"W poziomkowym, pięknym kraju..."
Dziś prezentuję kapelusik. Jest to totalny recycling - główny materiał ( bawełna tkana tak, żeby wyglądało jak len) był kiedyś spodniami, podszewka( cieniutki lniany batyst) był kiedyś moją bluzeczką. Wzór uzyskałam odrysowując gotowy, 'kupny' kapelusz starszego syna. Trochę zmniejszyłam, tu i ówdzie przycięłam i jest!
Bardzo lubię dawać kawałkom ulubionych tkanin drugie życie :)
Sesja zdjęciowa odbyła się przy okazji wycieczki, na której natrafiliśmy na polanę peeeełną poziomek. Bardzo drobniutkich, ale niesamowicie słodkich i aromatycznych. Zapach rozgrzanych słońcem poziomek to na mojej liście najpiękniejszych zapachów świata jedno z najwyższych miejsc!
Ja nigdy tak nie robiłam w dzieciństwie, ale mój synek gdzieś tę metodę podpatrzył i teraz już oboje z mężem, naśladując go, nanizywaliśmy poziomki na źdźbła trawy. Było coś dziecięco czarownego w tym gorącym popołudniu, zapachu poziomek, cykaniu świerszczy i niespiesznym nakłuwaniu poziomek i ostrożnym przesuwaniu ich po łodyżce trawy....
Przypomniał mi się mój ulubiony wierszyk z dzieciństwa autorstwa Heleny Bechlerowej "Poziomkowy kraj":
'W poziomkowym, pięknym kraju
najweselsze świerszcze grają.
Tu się złotem żuki mienią
pod paprocią skryte w cieniu.
Wśród paproci, wśród poziomek
poziomkowy stoi domek.
Dach różowy na nim
i komin i mech,
i różowe szybki
w okieneczkach trzech.
Gdy zabłądzi w lesie
żabka albo żuk,
to w różową szybkę
zapuka - puk, puk.
Z domku wyjdzie krasnal,
zaświeci latarnię,
rozsunie listeczki
i trawę rozgarnie.
I pokaże drogę
żukowi i żabce
poziomkowy krasnal
w poziomkowej czapce."
Ten wiersz zawsze rozbudzał moją dziecięcą wyobraźnię...
Zapachu poziomek i niespiesznego zbierania Wam życzę!!!
2.6.09
Drugie życie starej reklamówki
Kilka dni temu w moich wędrówkach po przeróżnych blogach trafiłam na świetny blog mia_mi. A tam na pomysł wręcz rewelacyjny! Mniej więcej polega na tym, że niepotrzebne już reklamówki plastikowe sprasowuje się ze sobą przy pomocy żelazka. Żeby się do żelazka i deski do prasowania nie przykleiło robi się to między warstwami papieru do pieczenia. Opis mia_mi tutaj.
Poczytałam, popodziwiałam i zaświeciła mi się taka mała lampka w głowie :) I poszłam grzebać w moich zbiorach. A potem wybrałam dwie małe torebki i za pomocą nożyczek a potem papieru i żelazka, stopiłam wszystko w taki zabawny kolaż:

Wykorzystanie go jako aplikacji na okładkę narzucało się samo :D Po prostu musiałam spróbować, czy przyklei się do tkaniny ( czyli materii bardziej przeze mnie oswojonej... ) Ponieważ użyłam bardzo grubego lnu przykleiło się tak sobie, więc dla pewności dodatkowo przeszyłam motyw naokoło. Przytopienie do lnu utworzyło fajną tkaninową fakturę.

Do kompletu uszyłam jeszcze małą zakładkę z cieńszego lnu:


Polecam - zabawa jest świetna! Na pewno jeszcze poeksperymentuję z tym przetapianiem. Po głowie chodzi mi duża, gruba torba na zakupy warzywne... Zobaczymy!
















