Bardzo lubię kalendarze adwentowe i od kilku lat staram się samodzielnie przygotować coś dla moich dzieci. W tym roku poszalałam i przygotowałam aż trzy! Dla synów osobno, bo studentowi poza domem też musi być miło spędzać ten czas oczekiwania na Boże Narodzenie. No i po raz pierwszy dla męża :D
Młodzieży dostała się wersja eko. Wykorzystałam papier pakowy z recyclingu i lniany sznurek. Sam pomysł zainspirowany tym postem.
W środku zaszyte są przeróżne, niespodziankowe słodkości. Ich wielkość wymusiła różne kształty i wielkości opakowań, dzięki temu kalendarz zyskał na formie ;)
Kalendarz dla mojego męża jest zupełnie inny. To kolejna girlanda, uszyta ze srebrzystej satyny, tylko każna chorągiewka dostała kieszonkę, opatrzoną numerkiem:
Kieszonki na razie są nieco wypchane, ale opustoszeją szybko, a potem girlandę odwrócę i będzie po prostu świąteczną dekoracją.
Przy okazji muszę się pochwalić, że było to pierwsze moje użycie farbek do tkanin. Stemplowanie okazało się dość proste i zachęca mnie do dalszych eksperymentów :)
Trochę po czasie pokazuję, ale uszyłam jeszcze w czasie trwania akcji, wiec tę girlandę też podpinam pod zabawę na blogu Szczecin Szyje
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
2.12.13
21.11.13
Świąteczna girlanda
Kolejna girlanda, do uszycia której zainspirowały mnie kreatywne Szczecinianki:
Miałam resztkę takiej fajnej świątecznej tkaniny, czerwonej ze złotym nadrukiem. Połączyłam ją z mięsistą, złocistą satyną. To nie był najlepszy pomysł..... Strasznie się z niej nitki wysnuwały i nie dało się ładnie wywrócić na prawą stronę. Musiałam zwiększyć dodatki na szwy, wiec rożki chorągiewek mnie nie zadowalają. Ale błyszczy się tak pięknie, że kto by tam patrzył :DDD
Udało mi się w pasmanterii w miarę dobrać kolor satynowej wstążki. Śliskie to i ucieka spod maszyny, ale błyszczy tak pięknie......wiadomo ;D
Tak mi się szycie tych girland spodobało, że chyba na tych dwóch się nie skończy :)
Miałam resztkę takiej fajnej świątecznej tkaniny, czerwonej ze złotym nadrukiem. Połączyłam ją z mięsistą, złocistą satyną. To nie był najlepszy pomysł..... Strasznie się z niej nitki wysnuwały i nie dało się ładnie wywrócić na prawą stronę. Musiałam zwiększyć dodatki na szwy, wiec rożki chorągiewek mnie nie zadowalają. Ale błyszczy się tak pięknie, że kto by tam patrzył :DDD
Udało mi się w pasmanterii w miarę dobrać kolor satynowej wstążki. Śliskie to i ucieka spod maszyny, ale błyszczy tak pięknie......wiadomo ;D
Tak mi się szycie tych girland spodobało, że chyba na tych dwóch się nie skończy :)
20.11.13
Vive la France!
W listopadzie dziewczyny na blogu Szczecin Szyje wymyśliły jako temat wspólnego szycia girlandę z chorągiewek. Super, bo chodziły mi takie girlandy po głowie, ale brak było odpowiedniej motywacji ;)
Motywy świąteczne narzucają się jako pierwsze - do świąt już niedaleko! Ale zanim pokażę girlandę w tamtych klimatach najpierw prezentuję chorągiewki w kolorach francuskiej flagi:
Skąd taki pomysł? Młody w szkole ma jako drugi język właśnie francuski. Pani jest bardzo fajna, organizuje różne konkursy związane z kulturą francuską, a wraz z rodzicami degustacje różnych francuskich potraw. Chłopcy są zachwyceni!!! (Klasę podzielili na grupy językowe wg płci i inna pani ma francuski z dziewczynkami. Trochę to dziwne, ale uważam, że my akurat skorzystaliśmy na tym pomyśle...) Tak jakoś zobaczyłam taką girlandę, zawieszoną nad półmiskami z przystawkami ze ślimaków, naleśnikami i różnymi rodzajami sera :D
Literki są zwykłą aplikacją, zrobioną jeszcze przed zszyciem elementów. Na końcach zamontowałam metalowe oczka. Łatwo będzie zawiesić girlandę na ścianie albo dowiązać odpowiednio długie sznurki i przewiesić girlandę przez klasę.
Bardzo jestem zadowolona, że tym razem udało mi się coś uszyć wspólnie z innymi uczestniczkami zabawy!!!
I jak wspominałam, nie jest to moje ostatnie girlandowe słowo :D
Motywy świąteczne narzucają się jako pierwsze - do świąt już niedaleko! Ale zanim pokażę girlandę w tamtych klimatach najpierw prezentuję chorągiewki w kolorach francuskiej flagi:
Skąd taki pomysł? Młody w szkole ma jako drugi język właśnie francuski. Pani jest bardzo fajna, organizuje różne konkursy związane z kulturą francuską, a wraz z rodzicami degustacje różnych francuskich potraw. Chłopcy są zachwyceni!!! (Klasę podzielili na grupy językowe wg płci i inna pani ma francuski z dziewczynkami. Trochę to dziwne, ale uważam, że my akurat skorzystaliśmy na tym pomyśle...) Tak jakoś zobaczyłam taką girlandę, zawieszoną nad półmiskami z przystawkami ze ślimaków, naleśnikami i różnymi rodzajami sera :D
Literki są zwykłą aplikacją, zrobioną jeszcze przed zszyciem elementów. Na końcach zamontowałam metalowe oczka. Łatwo będzie zawiesić girlandę na ścianie albo dowiązać odpowiednio długie sznurki i przewiesić girlandę przez klasę.
Bardzo jestem zadowolona, że tym razem udało mi się coś uszyć wspólnie z innymi uczestniczkami zabawy!!!
I jak wspominałam, nie jest to moje ostatnie girlandowe słowo :D
17.11.13
Ostatnie tegoroczne grzybobranie ;)
Sezon grzybowy już chyba minął, ja jednak chciałam jeszcze pokazać Wam coś grzybowego.
Są to łapki do garnków, które uszyłam jako prezent dla kolegi - zapalonego grzybiarza :)))
Motywy grzybków uszyte z wykorzystaniem techniki PP, wzory zaczerpnęłam z tej strony. Tutaj widać wyraźniej grzybki i pikowanie po szwach:
Na 'plecki' każdej łapki wykorzystałam tkaninę wydrukowaną w motywy grzybowo-warzywne
Każda strona jest podłożona ociepliną i osobno wypikowana, żeby lepiej chroniło przed poparzeniem.
A do prezentu dołączony był jeszcze koszyk pełen grzybów.... piernikowych :))) Pomysł i przepis znalazłam u Komarki - tak mi się spodobały, że po prostu musiałam je upiec!!!
Fajne, prawda? Chyba będę je też piekła na święta, bo mi w domu spokoju nie dają :)
Są to łapki do garnków, które uszyłam jako prezent dla kolegi - zapalonego grzybiarza :)))
Motywy grzybków uszyte z wykorzystaniem techniki PP, wzory zaczerpnęłam z tej strony. Tutaj widać wyraźniej grzybki i pikowanie po szwach:
Na 'plecki' każdej łapki wykorzystałam tkaninę wydrukowaną w motywy grzybowo-warzywne
Każda strona jest podłożona ociepliną i osobno wypikowana, żeby lepiej chroniło przed poparzeniem.
A do prezentu dołączony był jeszcze koszyk pełen grzybów.... piernikowych :))) Pomysł i przepis znalazłam u Komarki - tak mi się spodobały, że po prostu musiałam je upiec!!!
Fajne, prawda? Chyba będę je też piekła na święta, bo mi w domu spokoju nie dają :)
Etykiety:
paper piecing (PP),
patchwork,
szycie,
w kuchni,
Złota Pszczoła
14.11.13
Spódniczka dla małej uczennicy
Pewna przemiła Pani poprosiła mnie o uszycie dla swojej sześcioletniej wnuczki spódniczki, która nadawałaby się do szkoły. Przeglądałyśmy skarby zgromadzone w jej szafie i wzrok mój wyłowił tę czerwoną tkaninę. Spodobała mi się i obiecałam, że coś spróbuję z niej wymyślić. Sama tkanina jest dość gruba i taka raczej poważna, wiec uznałam, że spódniczka musi być bardziej współczesna i jakoś ozdobiona. W swoich zasobach znalazłam kawałeczek idealnie pasującej bawełny w maki. Użyłam jej na karczki biodrowe i worki kieszeni, oraz na odszycie paska wewnątrz spódniczki. A wykrój to model 144B z Burdy nr 8/2011, rozmiar 122. Oryginalnie miał jeszcze rygielki na pasku, z których zrezygnowałam.
Zamek wszywałam trzy razy, bo strasznie mnie zmobilizowała LolaJoo pewnym swoim postem . No musiało być idealnie ;)
Ładnie by tu pasowały wypustki, ale ponieważ bałam się, że będzie za grubo, zrobiłam je takie 'udawane':
Tkanina nie jest wełniana, ale udaje ją dość skutecznie - czyli gryzie. Pani poprosiła mnie więc, żeby spódniczka koniecznie miała podszewkę. Słusznie, bo dziecko nie mogłoby się skupić na lekcji :D
Tak mi się fajnie szyło, że postanowiłam się jeszcze zabawić i oblamować obręb spódniczki. Żeby nie było za grubo i było trwalsze. Użyłam do tego paska podszewki skrojonego ze skosu. Najpierw przyszyłam na maszynie a potem cały obręb podszyłam ręcznie.
Mam nadzieję, że spodoba się i babci i wnuczce!
Zamek wszywałam trzy razy, bo strasznie mnie zmobilizowała LolaJoo pewnym swoim postem . No musiało być idealnie ;)
Ładnie by tu pasowały wypustki, ale ponieważ bałam się, że będzie za grubo, zrobiłam je takie 'udawane':
Tkanina nie jest wełniana, ale udaje ją dość skutecznie - czyli gryzie. Pani poprosiła mnie więc, żeby spódniczka koniecznie miała podszewkę. Słusznie, bo dziecko nie mogłoby się skupić na lekcji :D
Tak mi się fajnie szyło, że postanowiłam się jeszcze zabawić i oblamować obręb spódniczki. Żeby nie było za grubo i było trwalsze. Użyłam do tego paska podszewki skrojonego ze skosu. Najpierw przyszyłam na maszynie a potem cały obręb podszyłam ręcznie.
Mam nadzieję, że spodoba się i babci i wnuczce!
Etykiety:
burda,
dla dzieci,
dla dziewczynki,
szycie,
ubrania,
Złota Pszczoła
11.11.13
Patriotycznie i trochę śwatecznie :)
Kiedy kilka dni temu natknęłam się na tę gwiazdkę zachwyciłam się tak, że nie dawała mi zupełnie spokoju! Tym bardziej, że był do niej wspaniały tutorial :)
Wczoraj wieczorem przygotowałam wszystko a dziś od rana zszywałam te białe i czerwone fragmenciki...
Cała gwiazda ma 10cm średnicy i jest w całości wykonana ręcznie.
Pierwszy raz całkowicie ręcznie przyszywałam lamówkę, w dodatku na tak małym kółku. Jest więc trochę krzywo ;) Ale i tak jestem bardzo zadowolona :D
Czy jak patrzycie na nią też czujecie zapach zbliżających się świąt? Bo ja bardzo :)
Chciałam jeszcze podzielić się z Wami kilkoma impresjami z wczorajszej wycieczki w Beskid Mały:
Było cudownie jesiennie!
Wczoraj wieczorem przygotowałam wszystko a dziś od rana zszywałam te białe i czerwone fragmenciki...
Cała gwiazda ma 10cm średnicy i jest w całości wykonana ręcznie.
Pierwszy raz całkowicie ręcznie przyszywałam lamówkę, w dodatku na tak małym kółku. Jest więc trochę krzywo ;) Ale i tak jestem bardzo zadowolona :D
Czy jak patrzycie na nią też czujecie zapach zbliżających się świąt? Bo ja bardzo :)
Chciałam jeszcze podzielić się z Wami kilkoma impresjami z wczorajszej wycieczki w Beskid Mały:
Było cudownie jesiennie!
Etykiety:
nastroje,
patchwork,
sobie uszyłam,
szycie,
szycie ręcznie,
w lesie
31.10.13
Leśna miniatura
Ten praktyczny drobiazg powstał z potrzeby chwili. Mąż poprosił mnie o nowy breloczek do kluczy, więc co było robić!
Wybór motywu był dość prosty - las i grzyby to ostatnio ulubione tematy mojego męża :D Miałam taki malutki hafcik ze scenką łowiecką, odpruty z koszuli z sh. Pana ze strzelbą odcięłam i od razu zrobiło się cicho i bezpiecznie :)
Żeby tak malutki patchworkowy obrazek mógł powstać, zastosowałam metodę PP, czyli szycia na papierze. Całość ma mniej więcej 4x5cm. Pikowanie maszynowe.
Wybór motywu był dość prosty - las i grzyby to ostatnio ulubione tematy mojego męża :D Miałam taki malutki hafcik ze scenką łowiecką, odpruty z koszuli z sh. Pana ze strzelbą odcięłam i od razu zrobiło się cicho i bezpiecznie :)
Żeby tak malutki patchworkowy obrazek mógł powstać, zastosowałam metodę PP, czyli szycia na papierze. Całość ma mniej więcej 4x5cm. Pikowanie maszynowe.
Etykiety:
paper piecing (PP),
patchwork,
szycie,
Złota Pszczoła
15.10.13
Akcja 'Uszyj jasia' w TVP Katowice
W ostatnią niedzielę kolejny raz uczestniczyłam we wspólnym szyciu kolorowych poszewek na poduszki, które trafią na dziecięcy oddział szpitala. O całej akcji można poczytać TU.
Tym razem szyłyśmy w barze 'Rybka' w budynku TVP Katowice. Było cudownie! Wesołe rozmowy, turkot maszyn, dźwięk nożyczek i przedzieranych tkanin - uwielbiam tę atmosferę :)
Bar 'Rybka' poczęstował nas wspaniałą kawą i pysznym ciastem!
Ekipa TVP trochę nas podglądała, ale wszyscy byli niesamowicie mili i wcale to nie przeszkadzało
Tkaniny aż się grzały w rękach! A na mojej ręce przecudny serduszkowy szpilecznik, który dostałam od przyjaciółki, a który dokładniej zobaczyć można TU. Ago, bardzo Ci dziekuję!!! ♥
Uszyłysmy prawie sto poszewek, więc cel spotkania został osiągnięty :)
Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga ZAPOMNIANA PRACOWNIA, gdzie można zobaczyć znacznie obszerniejszą fotorelację. Za Lilianą podaję też uczestników spotkania
Liliana z Zapomnianej Pracowni
Do następnego razu!!!
Tym razem szyłyśmy w barze 'Rybka' w budynku TVP Katowice. Było cudownie! Wesołe rozmowy, turkot maszyn, dźwięk nożyczek i przedzieranych tkanin - uwielbiam tę atmosferę :)

Bar 'Rybka' poczęstował nas wspaniałą kawą i pysznym ciastem!
Ekipa TVP trochę nas podglądała, ale wszyscy byli niesamowicie mili i wcale to nie przeszkadzało
Tkaniny aż się grzały w rękach! A na mojej ręce przecudny serduszkowy szpilecznik, który dostałam od przyjaciółki, a który dokładniej zobaczyć można TU. Ago, bardzo Ci dziekuję!!! ♥
Uszyłysmy prawie sto poszewek, więc cel spotkania został osiągnięty :)
Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga ZAPOMNIANA PRACOWNIA, gdzie można zobaczyć znacznie obszerniejszą fotorelację. Za Lilianą podaję też uczestników spotkania
Liliana z Zapomnianej Pracowni
Natalia z Ekoubranek
Paulina z GUFO handmade +Adaś + mąż
Iza z Puella Eximia + Dominika + mama
Niedzielka- Złota Pszczoła
Agnieszka - Malowanki Krychy
Bartek (z żoną i dziećmi)
Do następnego razu!!!
9.10.13
Jeszcze o zielonej sukience z koła
Dziś nawiązanie do sukienki, którą uszyłam w czerwcu.
Oto Ida w obowiązkowej dla kloszowych sukienek pozycji :DDD
A spod sukienki dyskretnie wystaje tiulowa haleczka:
Uszycie tej haleczki chodziło mi po głowie od samego początku. Ale nie chciałam takiej bardzo 'bombkowej', dlatego uszyłam ją jak zwykłą spódniczkę z falbaną.
Góra haleczki wykrojona jest z połowy koła, z dwóch warstw - bawełnianego batystu i tiulu. Na dole doszyłam dwie różnej długości falbany, skrojone z dłuuugich pasów tiulu.
Żeby zmarszczony mocno, sztywny tiul nie gryzł w nóżki, szew zasłoniłam krojonym po skosie paskiem batystu:
U góry przyszyłam majtkową, delikatną gumkę:
Gumka wygląda bardzo ładnie, niestety okazała się za słaba do porządnego przytrzymania halki w pasie - zwłaszcza przy wykonywaniu tanecznych szaleństw. Koniec końców wymyśliłam mocowanie halki do sukienki na guziczki i pętelki, żeby była zawsze na swoim miejscu. Ile to człowiek się musi nakombinować, żeby było jak trzeba!
A na koniec kilka zdjęć zachwyconej sukienką właścicielki :) Halka nie miała jeszcze mocowania, więc się zsuwała i jest widoczna, co też ma swój urok :)))
Oto Ida w obowiązkowej dla kloszowych sukienek pozycji :DDD
A spod sukienki dyskretnie wystaje tiulowa haleczka:
Góra haleczki wykrojona jest z połowy koła, z dwóch warstw - bawełnianego batystu i tiulu. Na dole doszyłam dwie różnej długości falbany, skrojone z dłuuugich pasów tiulu.
Żeby zmarszczony mocno, sztywny tiul nie gryzł w nóżki, szew zasłoniłam krojonym po skosie paskiem batystu:
U góry przyszyłam majtkową, delikatną gumkę:
Gumka wygląda bardzo ładnie, niestety okazała się za słaba do porządnego przytrzymania halki w pasie - zwłaszcza przy wykonywaniu tanecznych szaleństw. Koniec końców wymyśliłam mocowanie halki do sukienki na guziczki i pętelki, żeby była zawsze na swoim miejscu. Ile to człowiek się musi nakombinować, żeby było jak trzeba!
A na koniec kilka zdjęć zachwyconej sukienką właścicielki :) Halka nie miała jeszcze mocowania, więc się zsuwała i jest widoczna, co też ma swój urok :)))
Etykiety:
burda,
dla dzieci,
dla dziewczynki,
szycie,
ubrania,
Złota Pszczoła
Subskrybuj:
Posty (Atom)






