23.6.09

Pada...

Pada, pada, pada..... Ja nawet lubię deszcz. Lubię jak stuka wieczorem w okno, lubię burze, kiedy dookoła co chwilę błyska , grzmi a wiatr przegina drzewa. Ale w deszczu najfajniejsze jest to, że potem się kończy, wszystko pachnie tak świeżo a i czasem tęcza się pokaże i wywoła uśmiech i zadumę nad cudami tego świata.....

No ale taki deszcz, który właściwie od pięciu dni się nie kończy i raczej się na ten koniec nie zanosi?

Mam ochotę skulić się gdzieś, przycupnąć, przeczekać - jak te kawki za moim oknem.

20.6.09

Portfelik pełen... muzyki

Zakończenie roku szkolnego za nami. Było dla mnie szczególne, ponieważ w tym roku miałam dwóch uczniów w domu. Młodszy syn właśnie zakończył pierwszą klasę szkoły podstawowej a starszy drugą szkoły średniej. Niezły rozrzut ale się przynajmniej nie nudzimy, o nie :DD

Nasz 17-latek dał nam powód do dumy - nie tylko przyniósł świadectwo z wyróżnieniem, ale jeszcze zdał egzamin i został przyjęty do szkoły muzycznej 2-go stopnia na gitarę klasyczną. Nie byłoby to może niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, że nie chodził wcześniej do szkoły muzycznej i na gitarze gra trzy i pół roku.....

Dostał się dzięki swojej pasji, pracy i nieocenionej pomocy nauczycielki z Ogniska Pracy Pozaszkolnej, która cały rok męczyła go muzycznymi dyktandami, ćwiczeniem słuchu a przy nieustannej grze na gitarze wyciskała z niego siódme poty.

A ja, szczęśliwa matka, tak powiedziałam - dziękuję...

Muzyczny portfelik trochę różni się od tulipanowego prototypu. Dodałam wewnątrz jeszcze jedną, mniejszą kieszonkę, w sam raz pasującą na podręczną kartę kredytową, a kieszonkę na zameczek przeniosłam na zewnątrz. Wydaje mi się, że tak będzie poręczniej i bardziej funkcjonalnie. Myślę sobie, że będzie fajnie wyglądał w torebce nauczycielki muzyki :)

19.6.09

A w lesie liliowo!

Pomiędzy jedną a drugą niemocą, w czasie długiego weekendu, udało mi się wyrwać na wycieczkę na moją ulubioną Jurę. Jest tam takie miejsce, gdzie wiosną kwitnie nasza piękna, będąca oczywiście pod ścisłą ochroną, dzika lilia złotogłów. W Wikipedii wyczytałam, że jej występowanie jest charakterystyczne dla rejonu Tatr i Sudetów. Ale na Jurze jest jedno takie miejsce gdzie jej fajnie :) Wiosną, po podziwianiu storczyka obuwika, to nasz żelazny punkt wycieczkowy! Nie zawsze się uda wstrzelić, bo lilie jakoś nie chcą kwitnąć akurat w weekendy, ale tym razem się udało - dopiero się rozwijały. Pogoda była niepewna i pochmurna raczej, więc w lesie ciemno. Ale mój mąż poczarował i udało się je uwiecznić :)

Napotkaliśmy też kilku przedstawicieli fauny :)

Zupełnie jak z książeczki dla dzieci, prawda?

A po wyjściu z lasu zaskoczył nas przepiękny widok młodego jęczmienia:

Przypomniały mi się zaraz słowa z piosenki Stachury:

"Masz chęć na lody może, albo na młode zboże

- wszystko dla ciebie zrobię!"

Tak, w czerwcu jest pięknie wszędzie, ale są miejsca piękniejsze :)

18.6.09

Prehistoria do przytulania :)

Kilka ostatnich dni spędziłam właściwie w całości przy maszynie do szycia. Kończyłam kilka prac jednocześnie, ale tak zupełnie różnych, że o nudzie nie mogło być mowy :)

Dziś pokażę poduszeczkę, którą mój młodszy synek ofiarował w prezencie urodzinowym swemu już :) 8-letniemu koledze. Takim dzieciakom jak on fajnie się robi prezenty - wszystko się podoba, pod warunkiem, że jest z dinozaurami....

Podstawą pomysłu był kawałek prawdziwej amerykańskiej szmatki patchworkowej wydrukowanej w dinozaurowy kolorowy świat. Dostałam go od MKatarynki, dziękuję kochana!

Starałam się dopasować motyw główny do tego stylu i po namyśle wybrałam polarową aplikację. Robi się dość szybko a jest efektowna no i miła w dotyku, co zawsze podoba się dzieciom. Wzór z jakiejś kolorowanki, wyszukany w necie.

Chłopczyk podchodzi do swojej pasji dość poważnie, czyta godzinami książki o dinozaurach i zna nazwy, których nigdy nawet nie słyszałam. Więc wyszyłam nazwę stwora, żeby nie było, że to jakaś dziecinada!

7.6.09

Tilda. Truskawki. Tiramisu.

Tak, przyznaję się - ja też należę do absolutnych wielbicielek TILDY, czyli uroczych projektów do dekoracji domu autorstwa Tone Finnanger :)

A ponieważ sezon truskawkowy w pełni - nie mogło ich u mnie zabraknąć!

Kiedy już najemy się truskawkami tak po prostu czyli bez dodatków, zaczynam wymyślać, co by tu z nich przygotować. Dziś, zainspirowana szampańskim tortem truskawkowym Komarki, zrobiłam truskawkowe tiramisu, do którego biszkopty nasączyłam różowym, lekko musującym winem. I tak już je będę robić :D

Truskawkowe tiramisu:

250g serka mascarpone

250g śmietany 36%, wcześniej schłodzonej

2 jajka

ok. 1/2kg truskawek

3 łyżki cukru pudru

1 łyżka zwykłego cukru

1 łyżeczka miodu

ok. 200g biszkoptów

ok. 1 szklanka różowego lekko musującego wina

Truskawki umyć, osączyć, odszypułkować, kilka zostawić do dekoracji. Resztę pokroić i posypać łyżką cukru, odstawić. Żółtka oddzielić od białek. Białka ubić na sztywną pianę, dodać 1 łyżkę cukru pudru i jeszcze chwilę poubijać. Śmietanę ubić na sztywno. W dużej misce utrzeć na pianę żółtka z 2 łyżkami cukru pudru i miodem. Dodać serek mascarpone i wymieszać. Do tego dodać ubitą śmietanę i wymieszać. Na koniec delikatnie ale dokładnie wymieszać z pianą z białek.

Przygotować salaterkę lub mniejsze miseczki. Biszkopty na chwilkę zanurzać w winie i zrobić pierwszą warstwę. Na to krem z serka, potem truskawki. Warstwy jeszcze raz powtórzyć, na samej górze dać trochę kremu, ozdobić odłożonymi truskawkami. Koniecznie przed podaniem schłodzić przez kilka godzin w lodówce!

Truskawkowe tiramisu jest zupełnie inne niż tradycyjne. Lekkie, bardzo delikatne w smaku, świetnie orzeźwia w gorące dni. A z biszkoptami nasączonymi winem po prostu pyszne :)))

Polecam!

6.6.09

Trochę słońca w pochmurne dni :)



U mnie z oknem już od kilku dni zimno i deszczowo, zupełnie nie czerwcowo! Niestety, mój spragniony ciepła i słonca organizm nie wytrzymał tego i dopadło mnie jakieś grypowo-anginowe paskudztwo :( Ale za sprawą Violetki zajaśniał jednak słoneczny promyczek! Violetka obdarowała mnie przemiłym wyróżnieniem!!!




A ja chciałabym przekazać ten promyczek dalej :)


Komarce oraz Lisce - za przepiękne kulinarne impresje i cudne zdjęcia, dzięki nim wiele się uczę i ciągle mam radość z tworzenia w kuchni!


Kasi i karolinie g. - nieustannie jestem pod wielkim wrażeniem ich wspólnego blogowego projektu i trzymam kciuki za dalszy rozwój!


A także Bei, autorce jednego z moich najulubieńszych blogów - Moja Kuchnia- z życzeniami jak najszybszego odzyskania danych. Beę spotkało bardzo smutne zdarzenie. Blog został zawirusowany i Blogger go skasował...... :( Jestem jedną z wielu osób, które czekają cierpliwie na jego powrót!!!

2.6.09

Drugie życie starej reklamówki

Kilka dni temu w moich wędrówkach po przeróżnych blogach trafiłam na świetny blog mia_mi. A tam na pomysł wręcz rewelacyjny! Mniej więcej polega na tym, że niepotrzebne już reklamówki plastikowe sprasowuje się ze sobą przy pomocy żelazka. Żeby się do żelazka i deski do prasowania nie przykleiło robi się to między warstwami papieru do pieczenia. Opis mia_mi tutaj.

Poczytałam, popodziwiałam i zaświeciła mi się taka mała lampka w głowie :) I poszłam grzebać w moich zbiorach. A potem wybrałam dwie małe torebki i za pomocą nożyczek a potem papieru i żelazka, stopiłam wszystko w taki zabawny kolaż:

Wykorzystanie go jako aplikacji na okładkę narzucało się samo :D Po prostu musiałam spróbować, czy przyklei się do tkaniny ( czyli materii bardziej przeze mnie oswojonej... ) Ponieważ użyłam bardzo grubego lnu przykleiło się tak sobie, więc dla pewności dodatkowo przeszyłam motyw naokoło. Przytopienie do lnu utworzyło fajną tkaninową fakturę.

Do kompletu uszyłam jeszcze małą zakładkę z cieńszego lnu:

Polecam - zabawa jest świetna! Na pewno jeszcze poeksperymentuję z tym przetapianiem. Po głowie chodzi mi duża, gruba torba na zakupy warzywne... Zobaczymy!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...